„Wersy żebrane na nuty zgrane”

"Wersy żebrane na nuty zgrane" koncert w KBF

„Wersy żebrane na nuty zgrane”

Wieczór w KATO Blues FACES znów okazał się czymś więcej niż tylko koncertem. To było spotkanie pełne emocji, ciepła i tej wyjątkowej energii, którą tworzą zarówno muzycy, jak i publiczność. Wasze reakcje pokazały nam, że to, co wydarzyło się na scenie, poruszyło nie tylko nas — i właśnie to cieszy najbardziej. Najpiękniejsze jest jednak to, że po raz kolejny gościliśmy artystów, którzy wracają do nas z radością. Każdy z nich był już wcześniej częścią naszej historii, każdy zostawił tu kawałek siebie — i każdy wrócił. To dla nas ogromne wyróżnienie i dowód na to, że KATO Blues FACES naprawdę ma swój klimat.

To był wieczór absolutnie wyjątkowy — pełen tej nieuchwytnej magii, która pojawia się tylko wtedy, gdy spotykają się właściwi ludzie, we właściwym miejscu i we właściwym momencie. Wieczór pełen humoru, muzycznej swobody i swojsko przeredagowanych kowbojsko‑indiańskich pieśni.

Red. Chirowski, serce i motor całego zamieszania, poprowadził koncert z charakterystycznym luzem, humorem i błyskiem w oku. Jego głos i gitara wyznaczyły ton wieczoru, tworząc atmosferę swobody i szczerej radości z grania. Po raz kolejny udowodnił, że amerykańskie ballady świetnie odnajdują się w polskich realiach — zwłaszcza gdy podaje się je z przymrużeniem oka i solidną dawką luzu.

Między utworami pojawiły się także krótkie deklamacje z wciąż niewydanego tomiku „Wersy Żebrane”, które dodały całości literackiej przekory i subtelnego żartu. Dzięki temu koncert stał się nie tylko muzycznym, ale i słownym spotkaniem z artystą.

Robert „Rupert” Pyrek dodał całości ciepła i koloru — jego klawisze brzmiały tak soczyście, że mogłyby ogrzać cały klub. To właśnie jego dźwięki otwierały przestrzeń i nadawały muzyce dodatkowy wymiar. Piotr Rożankowski trzymał fundament, który pulsował przez cały wieczór. Jego kontrabas brzmiał pewnie i miękko, jakby instrument był naturalnym przedłużeniem jego rąk. Bez tej głębi koncert nie miałby takiego charakteru. Paweł Jurczyk z kolei wniósł do muzyki lekkość, taneczność i odrobinę szaleństwa. Jego akordeon potrafił być zarówno delikatny, jak i ognisty, a publiczność reagowała na każdy jego dźwięk z wyczuwalnym entuzjazmem.

To był wieczór, który zostanie z nami na długo — dzięki muzykom, którzy tworzą magię, i dzięki Wam, którzy tę magię potraficie przyjąć i odwzajemnić. Dziękujemy za obecność, za energię i za to, że razem tworzymy miejsce, do którego chce się wracać

Może cię zainteresować

Wyszukaj
Informacje kontaktowe